Pomiń menu

Fakty i mity

Wersja do druku >

Mit nr 1: Nie chodzi tylko o pieniądze. Problem ogrzewania budynków traktujemy najczęściej wyłącznie jako problem ekonomiczny, a tak nie jest. Od tego zależy nasze zdrowie, samopoczucie, komfort psychiczny i nasz stosunek do funkcji mieszkania, funkcji tego, za co zapłaciliśmy.

Mit nr 2: Sezon grzewczy. Tak naprawdę, sezon grzewczy dla każdego z nas jest czymś zupełnie innym. Posługując się przykładem mieszkania, które jest wyposażone w system sterowania - jest sumą czasów, w których system stwierdza, że musi podać pewną ilość energii, aby utrzymać akceptowany poziom komfortu. Suma tych czasów jest "sezonem grzewczym" i nie ma to nic wspólnego z kalendarzem.

Mit nr 3: Czy zadał sobie ktoś kiedyś pytanie - po co ogrzewamy mieszkania? Mieszkania ogrzewamy przede wszystkim dlatego żeby było ciepło - taka byłaby najczęstsza odpowiedź. Ale co to znaczy "ciepło"? To jest kolejny mit. My utożsamiamy ciepło z temperaturą powietrza, które nas otacza, a to nie jest prawda. W języku inżynierskim określamy to komfortem cieplno-wilgotnościowym. Jest to zbiór bardzo wielu czynników, które mówią o tym, czy przebywając w mieszkaniu, (pomieszczeniu) czujemy się dobrze. Jest to, przede wszystkim, temperatura otaczającego nas powietrza - z tym zwykle utożsamiamy pojęcie komfortu, ale jest to również natężenie promieniowania niskotemperaturowego, które nas otacza, prędkość przepływu powietrza i wreszcie istnieją czynniki biologiczne - w skrajnym przypadku bardzo źle akceptujemy nadmierną ilość cząstek biologicznych w powietrzu pochodzących np. z zagrzybienia. To wszystko składa się na pojęcie komfortu cieplno-wilgotnościowego.

Problem jest o tyle złożony, że wydaje nam się, iż łączy się wyłącznie ze sprawami kosztowymi, a tak naprawdę, czy będziemy grzali przez 8 miesięcy w roku czy przez 12, to niewielki będzie to miał wpływ na koszty eksploatacji budynku. Dlaczego? Dlatego że, musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie ogrzewany wyłącznie powietrza wewnątrz budynku. Ogrzewamy całą bryłę budynku! Powietrze, którego temperaturę bezpośrednio odczuwamy - to jest ułamek procentu całej masy, całej bryły! Tak naprawdę ogrzewamy mury. A robimy to po to, aby zaspokoić wtórnie nasze potrzeby z zakresu komfortu cieplno-wilgotnościowego.

Na początku jesieni temperatura w mieszkaniach jest naszym zdaniem wciąż wystarczająco wysoka i uważamy, że nie ma konieczności włączenia ogrzewania i że w ten sposób oszczędzamy pieniądze.

Prawda jest taka, że w późniejszym okresie musimy i tak zapłacić za podniesienie temperatury całej bryły budynku. W związku z tym ilość pieniędzy jaką wydamy, jest dokładnie taka sama, jak w sytuacji gdybyśmy dostarczali ciepło do budynku przez cały czas. Zanim odczujemy skutek dostarczania ciepła, wydamy dużo pieniędzy na podniesienie temperatury całego układu: łącznie ze ścianami i całą infrastrukturą budynku. Więc po co ryzykować utratą dobrego samopoczucia i zdrowia, a także pogorszeniem stanu technicznego budynku?

Do takiego sposobu widzenia tych spraw namawiam każdego, kto ma na uwadze poziom komfortu w swoim mieszkaniu.

Źródło: dr inż. Marek Krzaczek, Politechnika Gdańska, Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska

Na górę